|
Oddział kilkunastu zwiadowców przemierzał okolice brnąc w gąszczu zarośli. Padał ulewny, mroźny deszcz. Tak właśnie wyglądała wiosna w Kislevie w wyjątkowo ciepłe dni. Pewnie jutro i tak wszystko zetnie mróz. Nawet doświadczeni żołdacy mieliby problem w takich warunkach. Sierżant Vaclav Douchunov w duchu przeklinał porucznika Bykova. Cholerny, niekompetentny obesraniec wysyła nieliczne grupy ludzi w ten syf wiedząc, że coś czai się w mroku. Vaclav czuł, że to coś bardzo złego, ale Bykov wiedział lepiej.
– Wilki – prychnął pod nosem. – Słucham? – wykrzyknął w ogłuszającym huku ulewy idący obok kapral. Sierżant tylko popatrzył na młodego żołnierza zmęczonym wzrokiem. To przecież jeszcze dzieci, co oni mogli widzieć poza wilkami. Wiedział, że to co mogą spotkać przerośnie ich możliwości bojowe, ale nie miał wyjścia, za niesubordynację groził stryczek. Najbardziej ze wszystkiego bał się, że i tak poprowadzi ich wszystkich na śmierć. Śmierć dużo straszniejszą i okrutną niż wisielczy taniec. Robiło się ciemno, ale on koniecznie chciał przynieść przełożonemu jakiś dowód na zło czające się w tym lesie. Od dłuższego czasu wydawało mu się, że ktoś ich obserwuje, czuł czyjąś obecność, czuł przylepiony do pleców czyjś wzrok. Obrócił się szybko badając przenikliwym spojrzeniem zarośla za nimi. Nic. Wrócił do obranego kierunku marszu, torując sobie drogę szablą. Nagle wydało mu się, że jakaś ciemna sylwetka przemknęła wśród liści drżących od spadających z nieba wielkich kropel deszczu. Uniósł gwałtownie rękę, na co cała drużyna zamarła w bezruchu wytężając zmysły, aby cokolwiek dojrzeć lub usłyszeć. Czyżby mu się wydawało? Jakiś kształt przemknął ponownie z olbrzymią szybkością kilkadziesiąt metrów przed nimi. Sierżant machnął ręką wskazując kierunek, cały oddział ruszył biegiem w skupieniu. Przedzierali się przez deszcz, gęstwinę i nadchodzący mrok ścigając fantoma tego strasznego lasu. Douchunov biegł już prawie na oślep, tylko szóstym zmysłem wyczuwał, że To znajduje się tuż przed nim. Zapomniał się w tym pościgu, instynkt łowcy wziął górę. Po kilkunastu minutach gonitwy nagle oprzytomniał i zatrzymał się dysząc ciężko. Rozejrzał się uważnie, przebijając wzrokiem gęstniejącą wokół ciemność. Dobiegli do jakichś skał. Nie kojarzył tego miejsca. Zaczął intensywnie wpatrywać się we wszystkie otaczające go elementy. W ciemności pojawiły się dwa zielone punkciki. Ślepia patrzyły prosto na niego. Ruszył do ataku, ale wtedy stwór niespodziewanie zniknął. Douchunov dobiegł do miejsca, gdzie pojawiły się wcześniej straszliwe oczyska i zrozumiał co się stało. – Jaskinia – szepnął do siebie. – Pochodnie! – głośno wydał krótki rozkaz. W sekundzie rozbłysnęło kilka płomieni. Sierżant bez wahania i zastanowienia ruszył w głąb jaskini. Musiał go dorwać za wszelką cenę. Rozsądek gdzieś zniknął, ważny był tylko cel. Biegli w dół zwężającym się i rozszerzającym co chwilę tunelem. W pewnym momencie zatrzymali się i z niepokojem wpatrzyli w rozwidlający się w trzy strony korytarz. Dowódca opuścił ręce, racjonalne myślenie wróciło. Co ja tu do cholery robię! Zginiemy tu wszyscy! Nagle usłyszał dziwny dźwięk. Zmarszczył brwi zastanawiając się co to może być. Jakby szelest, szmer, coraz głośniejszy szept odbijający się od gołych ścian groty. Dźwięk rósł w siłę, to już nie był szelest, ale kakofonia niezidentyfikowanych pisków, wrzasków i jazgotu. – Wycofujemy się! – wydał rozkaz z przerażeniem – Teraz! – wykrzyczał w twarz stojącemu obok blademu i oniemiałemu kapralowi. W tym momencie harmider osiągnął apogeum. Z wszystkich trzech korytarzy uderzył na nich olbrzymi strumień ciemnoszarych stworzeń. Ludzie w panice uciekali w stronę wyjścia.
Gigantyczne nietoperze zaatakowały bez litości. Dziesiątki ugryzień ostrych zębisk i uderzenia skrzydeł były straszliwie bolesne. Z krzykiem, na oślep, w straszliwym chaosie żołnierze uciekali na zewnątrz. Obijali się o ostre fragmenty ścian jaskini kalecząc ręce i twarze. Kapral w biegu obejrzał się za siebie i ujrzał oblepionego ohydnymi stworami sierżanta upadającego na ziemię. Już w tym momencie przypominał tylko krwawą masę. Jego przerażenie odebrało mu całkowicie zdrowe zmysły, parł przed siebie po ciałach kolegów nie zważając na nic. Wreszcie dotarli do wyjścia. Kilku ocalałych wypadło na zewnątrz przewracając się na siebie. Nietoperze z hukiem wyleciały z jaskini wzbijając się w powietrze. Nie zaatakowały ponownie. Przestało padać, a noc mogłaby wydawać się piękna. Prawie bezchmurne niebo odkrywało mrowie gwiazd i wielki okrągły księżyc, oświetlający wszystko wokół.
Kapral podążył wzrokiem za odlatującym rojem kreatur nocy. Tworzyły na tle nieba olbrzymią sylwetkę jakby jednego monstrum. Na chwilę zasłoniły blask księżyca i skierowały się w dół. Z niesamowitą szybkością zanurkowały w kierunku masywnej postaci stojącej ze wzniesionymi w ich stronę rękami. Wampir spojrzał lśniącymi ślepiami na żałosne ścierwo ludzkie leżące pod stromą ścianą skał. Kapralowi przez moment wydawało się, że widzi w jego oczach radość, cieszył go widok tej rzezi. Farkas szczerząc się w upiornym uśmiechu skierował swój olbrzymi szpon prosto na niego. Żołnierze byli pewni, że horda nietoperzy na nich uderzy w ostatecznym śmiertelnym ataku. Stwory jednak swoją chmarą otoczyły wampira w olbrzymiej prędkości. Jego sylwetka zanikała wśród skrzydeł i ogromnej wrzawie. Skupisko ciał wzniosło się ponad ziemię razem z wampirem. Okropny pisk narastał wraz z coraz większą wysokością na jaki się wzbijali. Nagle, jakby w gwałtownym wybuchu, kreatury rozpierzchły się we wszystkie strony znikając w mroku nocy. Wampira także już tam nie było. Oszczędził ich? Niemożliwe. W jego spojrzeniu widział śmierć. Usłyszał za sobą kroki. Jakiś cień zasłonił blask księżyca. Leżący na ziemi kapral odwrócił głowę i spojrzał prosto w pysk ohydnego ghoula. Z jego gardła wydobył się krzyk przerażenia, ostatni krzyk jego istnienia. Krew bryzgnęła z krtani, rozszarpanej szponami ścierwojada. Za nim, z czeluści jaskini wychynęły kolejne jemu podobne i rzuciły się na pozostałych wyjących i próbujących zerwać się do bezsensownej ucieczki ludzi. Piękną noc przepełniły krzyki bólu i rozpaczy. To była noc krwi.
 ***
Kolejną odsłoną prezentuję Wam tym razem dwa małe oddziały. Głównym tematem jest oddział nietoperzy, tak zwane „Bat Swarms”. Są to trzy podstawki lataczy w wersji mini. Postanowiłem trochę się wysilić i pomalować ich na trochę wyższym poziomie niż poprzednie oddziały. Nietoperze delikatnie różnią się od oryginału. Pozwoliłem sobie na drobną konwersję, wstawiając na każdą podstawkę po jednym żołnierzu imperialnym służącym jako ofiary dla nietoperzy. Drugim oddziałem jest kolejne 10 ghouli. Tu też starałem się poprawić malowanie i problem w tym, że ścierwojady wyszły całkiem inaczej niż poprzednia dziesiątka. Jeszcze nie wiem co z tym fantem zrobię. Czy będę traktował ich jako osobny oddział, czy dokupię jeszcze kilku tworząc większą grupę. To wszystko co chciałem Wam dziś pokazać i napisać. Zapraszam do komentowania i do następnego razu.
Pomalowane: 64 modele (38,5%) Ilość punktów: 731 (24,4%) 
| Komentarze | Dodany przez brodaty_brutal w dniu - 05.07.2010. A stopa dobrze ;] Dzięki! Byle swarmy mi nie straszne! ;) | Dodany przez brodaty_brutal w dniu - 05.07.2010. Popieram Tsara! ;P Kiedy następna odsłona Tytanów?? ;> | Dodany przez MiSiO w dniu - 21.05.2010. Czekam z niecierpliwością! Pomysł na nietoperze jest przedni. | Dodany przez szeperd w dniu - 19.05.2010. brawo! nasza inicjatywa inspiruje i o to chodziło. otworzę Ci osobiste konto w 'naszych armiach', gdzie będziesz mógł się chwalić swoimi dokonaniami. czekamy! | Dodany przez rilian w dniu - 19.05.2010. Juz chcialem napisac, ze nie pokaze swojego imperium, bo konkurencja jest zbyt daleko posunieta w pracy i zbyt wysoko stawia poprzeczke, ale Ci zolnierze wymagaja jakiejs zemsty, chociaz na papierze. Jutro robie zdjecia i przesylam tekst do pierwszego regimentu i wyciagam nastepny z szuflady co by zniwelowac przewage liczebna.. | Dodany przez GOBOS w dniu - 18.05.2010. hehe, uśmiałem się podwójnie :D dzięki za komentarze, wszystkie dosyć motywujące ;) i rzeczywiście swarmy, które widzicie wiele przeszły swojego czasu :D to dokładnie te same modele, które wtedy ucierpiały pod naporem Brodatego. Jak stopa Bro? ;) | Dodany przez szeperd w dniu - 17.05.2010. komentarz poniżej to najlepszy komentarz tego roku... jeszcze mnie brzuch boli ze śmiechu. obie propozycje palce lizać - faktycznie dobrze, że podkreśliłeś ghoule w ten sposób, mają przez to znacznie więcej wyrazistości. pomysł ze swarmami też nietuzinkowy - jakoś nigdy sie nie mogłem przekonać to oryginału, czyli skrzydlatych myszy na patykach. wyglądało to, jak jakiś teatr lalek. brutal też nie lubił, bo nawet swego czasu podeptał... | Dodany przez tsar w dniu - 17.05.2010. No! | Dodany przez Robson w dniu - 17.05.2010. Genialny pomysł z nietoperzami! Ghoule zdecydowanie lepsze niz poprzednie, wogóle to mnie deklasujecie koledzy... :( |
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze. Zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Powered by AkoComment 2.01 PL+ Polska adaptacja - © Copyright 2006 by Zwiastun |