|
Kilka tygodni temu, wraz z emisją dziesiątego odcinka pożegnałem się z serialem Pacyfik. Nie powiem: jak tylko zobaczyłem pierwsze zapowiedzi premiery ostrzyłem sobie mocno na ten kąsek zęby. Do tego stopnia, że wykupiłem pakiet HBO i ze sporym wyprzedzeniem zarezerwowałem w rodzinnym grafiku poniedziałkowe wieczory tylko dla siebie. O ile to pierwsze to tylko kwestia pieniędzy, to drugie wymaga niejakiej dyplomacji, organizacji i logistyki. Ale mniejsza z tym. HBO podgrzewało oczywiście atmosferę, pojawiały się tu i ówdzie zwiastuny, wypowiedzi twórców, wywiady z aktorami. Pojawił się nawet i rodzimy akcent: sam Bogusław Wołoszański, który w kilkuminutowych wystąpieniach wykładał, oczywiście w swoim, jakże rozpoznawalnym stylu, dlaczego wojna na Pacyfiku tak różniła się od zmagań w Europie Zachodniej (w dużym skrócie: klimat, przestrzenie i Kodeks Buschido). Zresztą dla mnie promocja i tak byłaby zbędna – mówimy wszakże o kolejnym przedsięwzięciu autorów majstersztyku, jakim był serial „Kompania Braci”.
Z wypowiedzi twórców „Pacyfiku” wynika, że w Ameryce istnieje niska świadomość i wiedza na temat wojny z Cesarstwem Japońskim, że o II wojnie światowej mówi się głównie w kontekście zmagań z Hitlerem. Tym samym swoim nowym serialem chcą przybliżyć widzom właśnie tenże konflikt, bez którego przecież, choć nie dowiemy się tego nigdy, Ameryka nie przystąpiłaby do ostatniej wojny światowej. Niestety nie jestem do końca przekonany, w jakim stopniu ten zamysł się powiódł – owszem, w każdym odcinku możemy oglądać mapę całego teatru zmagań, po czym zbliżenie przenosi na do miejsca, w którym będzie toczyć się akcja danego odcinka. Owszem, mamy wypowiedzi żyjących uczestników tych zmagań. Owszem, są daty i miejsca (od Gudalcanal, poprzez Pavuvu, Peleliu, Iwo Jimę do Okinawy). Ja jednak musiałem się sporo nagimnastykować poza czasem antenowym, żeby poukładać sobie wszystko w geograficzno-chornologoczno-militarnych ramach (być może z racji własnych braków w wiedzy historycznej). Serial bowiem, przy całym swoim rozmachu, mam wrażenie, dotyka szerszego spektrum tylko powierzchownie. Skupia się natomiast przede wszystkim na opisywanych postaciach – głównych bohaterach, którymi w serialu są John Basilone , Eugene Sledge i Robert Leckie (nota bene, na kanwie wspomnień tych dwóch ostatnich powstał serialowy scenariusz), żołnierze Amerykańskiego Korpusu Piechoty Morskiej. I to skupia na czymś więcej, niż wydarzeniach z pierwszej linii. Być może dlatego, że, jak powiedzieli twórcy filmu, zamierzeniem było stworzenie obrazu niemal dokumentalnego. Czy można to poddać krytyce? Wątpię. Dlaczego? Jak napisał Norman Davies, żołnierz nie przebywał na froncie przez cały okres wojny, rzadko walczył miesiącami. Poza wojną i frontem istniało inne życie. Rozterki, frustracje i emocje. I to w Pacyfiku widać doskonale – szlak wojenny bohaterów to jedno, ich droga wewnętrzna to druga, śmiało mogę stwierdzić bardziej wyeksponowana opowieść. Głębsza, niż batalistyczne sceny, przedstawione z brutalnym naturalizmem, w zasadzie refleksyjna, nie mówiąc już o tym, że przejmująca. Dlatego też spora część akcji toczy się w Ameryce czy Australii, a opowiadane tam wątki dalekie są od morderczych zmagań w tropikalnych dżunglach – romanse, w tle polityka, wreszcie powrót do domu i próba znalezienia własnego miejsca oraz rozrachunku z koszmarem wojny.
Absolutnie urzekająca czołówka z poruszającą muzyką otwierają ten dziesięcioodcinkowy mini serial, któremu wizualnego ubóstwa nie można zarzucić choćby przez moment. Wiem, że komputerowe animacje mogą nieco drażnić, giną jednak w masie historycznego autentyzmu, w postaci umundurowania, sprzętu czy uzbrojenia. Początkowo rozczarowujące nocne sceny walk, z powodzeniem jednak rekompensowane są w kolejnych odcinkach , jak choćby lądowanie na wyspie Iwo Jima (nakręcone, jak to odebrałem, w sepii). Jak wspomniałem, jest sporo brutalnego naturalizmu, z czym dyskutować nie ma oczywiście sensu. Choć muzyka sama w sobie jest doskonała, drażni jednak jej nadmiar - w wielu scenach po prostu jest wręcz nie na miejscu. Jej senny, melancholijny ton nadaje przez to całemu obrazowi niepotrzebnego zadęcia, sprawia, że film momentami trąci wojennym melodramatem. Prawda – pisałem, że film toczy się na szerszych płaszczyznach, niż okop, ale…
Moja ocena serialu ewoluowała w miarę oglądania kolejnych odcinków. Na początku dzieliłem się komentarzami typu „jeszcze się nie rozkręcił”, „czy to melodramat?”, tu i ówdzie spotykałem się i z ostrzejszymi słowami krytyki. Nie mogły także nie pojawić się porównania do „Kompani Braci”, co jest poniekąd dla „Pacyfiku’ krzywdzące. Im bliżej końca jednak, ocena rosła, by po ostatnim epizodzie powiedzieć: doskonała rzecz. Teraz chcę zobaczyć go jeszcze raz, w krótszych, niż tygodniowe, odstępach czasu. Mam bowiem wrażenie, że jeden raz to zbyt mało, by, o ile można użyć takiego sformułowania, zasmakować w tej produkcji. Już dzisiaj jednak mogę powiedzieć, że to kolejna, doskonała propozycja kina wojennego, przemyślana, wielowymiarowa i, jak mało która, skłaniająca do refleksji nad megazagadnieniem, jakim jest temat wojny i ludzkich jednostek, uwikłanych w jej tryby.
The Pacific, USA-Australia, HBO 2010
Oficjalna strona serialu: http://www.hbo.com/the-pacific Materiały graficzne pochodzą z oficjalnej strony serialu | Komentarze | Dodany przez szeperd w dniu - 08.06.2010. czemu sie wygłupiłem? że zauważyłem zbiezność między datą recenzji a rocznicą Normandii? no może w sumie mogłem sobie podarować to spostrzeżenie, skoro nic nie wnosi do równowagi w makrokosmosie :) | Dodany przez MiSiO w dniu - 08.06.2010. :D To się wygłupiłeś: BoB na 6.06... Pacific na rocznicę Perłowego Portu. Tak! Konkurs. Wisisz rilianowi nagrodę za 1 miejsce :) Co gorsze, pozostałe 2 też są premiowane prezentami-niespodziankami (mogą być gadzety z serialu :P)
| Dodany przez szeperd w dniu - 08.06.2010. a Wy co? konkurs na najkrótszy komentarz? btw - recenzja nam się zjawiła na rocznicę D-Day... | Dodany przez Cezary w dniu - 06.06.2010. No i będę musiał poczekać aż wyjdzie na DVD... | Dodany przez MiSiO w dniu - 06.06.2010. Serial jest tak różny od BoB, a tak samo wciągający. Intrygujący. Szokujący. Mocny. | Dodany przez rilian w dniu - 06.06.2010. no i bede musial zobaczyc... |
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze. Zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Powered by AkoComment 2.01 PL+ Polska adaptacja - © Copyright 2006 by Zwiastun |